|
Już po raz czwarty w historii nasza MDP dostała
zaproszenie na Międzynarodowy Letni Obóz Młodych
Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej. W
sobotę 14 lipca wsiedliśmy do pociągu i
ruszyliśmy w drogę. Podróż minęła bardzo szybko
i przyjemnie.
Gdy dotarliśmy na miejsce zastaliśmy tylko
garstkę czeskich opiekunów, którzy jak zwykle
serdecznie nas przywitali. Uczestnicy obozu
udali się na przechadzkę, a my zjedliśmy pyszną
poliwkę (zupa). Po obiedzie słońce nie chciało
przestać grzać choć na chwilę i postanowiliśmy
ochłodzić się w strumyku, ponieważ jest to
górski strumyk, nie dało się w nim za długo
siedzieć. Jak już wyszliśmy ze strumyka
przyszedł czas na zbiorowe opalanie. Następnie
przyszli Czesi z przechadzki i przywitali się z
nami. Do wieczora graliśmy z nimi w siatkówkę.
Po kolacji poszliśmy się umyć pod szprychą
(prysznic). Kto chciał mógł zgodnie z naszą małą
czeską tradycją wypić kawę razem z druhami i
przeprowadzić z nimi ciekawą rozmowę. Po kawie
zazwyczaj szliśmy już spać. Mniej więcej każdy
dzień wyglądał podobnie. Mówię o zaprawie,
posiłkach, kawie i myciu. Oczywiście między tymi
czynnościami robiliśmy różne ciekawe rzeczy.
Chodziliśmy na gry terenowe czy też na pobliską
łąkę, by wspólnie się pobawić. Jak każdy biwak
lub obóz musi mieć fabułę, ten akurat dotyczył
starych czeskich powieści. Szyliśmy sobie stroje
z prześcieradeł i robiliśmy broń z drewna. Jest
to rozwojowe zajęcie, ponieważ można nauczyć się
techniki szycia i cięcia nożem. Poza fabułą
mogliśmy podziwiać samochody strażackie i pokazy
policyjne z psami (psy łapały na naszych oczach
"udawanych" przestępców i szukały narkotyków).
Przyjechali również panowie z wojska
opancerzonym działem z przyczepą, na której
również znajdowało się działo. Można było wsiąść
do samochodu lub też posterować działem, ale
chyba najbardziej niesamowite było to, że
mogliśmy strzelić z karabinu Kałasznikow AK-47.
W ostatnią noc odbył się
pokaz sztucznych ogni, krótko mówiąc było na co
popatrzeć. Później odbyło się tradycyjne
ognisko, przy którym śpiewaliśmy polskie i
czeskie piosenki.
Podróż do kochanego Międzyrzeca była dosyć długa
i męcząca, ponieważ stacja w Międzylesiu była
nieczynna z powodu remontu i musieliśmy dostać
się z Náchodu do Kudowy Zdrój autobusem. Gdy
byliśmy już na miejscu udaliśmy się do parku
zdrojowego, zjedliśmy drugie śniadanie i lody,
pozwiedzaliśmy trochę park, a potem udaliśmy się
na dworzec PKP. Tam czekaliśmy kilka godzin na
pociąg. Oczywiście druhowie zatroszczyli się o
to, byśmy się nie nudzili i poszliśmy zwiedzać
Kudowę Zdrój zostawiając bagaże, druha Grzegorza
i kilku kolegów na stacji. Gdy wróciliśmy na
peron wsiedliśmy do pociągu i ruszyliśmy do
Warszawy. Mieliśmy bardzo wygodne przedziały, po
sześć osób w przedziale i rozkładane fotele
(prawie jak w pierwszej klasie). W stolicy
na dworcu centralnym czekaliśmy cztery godziny
na pociąg do Międzyrzeca. W międzyczasie
poszliśmy trochę pozwiedzać i zjeść śniadanie.
Droga powrotna była równie przyjemna, ponieważ
każdy się cieszył, że jedzie do domu. Na
międzyrzeckim dworcu przywitali nas nasi
rodzice. Przeszliśmy do straży, gdzie odbyła się
zbiórka zakończeniowa i rozeszliśmy się do
domów.
Obóz minął szybko bez większych problemów.
Myślę, że w przyszłym roku obóz będzie równie
wspaniały. Uczestnikami obozu byli: Jakub
Chodźko, Konrad Chwedoruk, Łukasz Czebreszuk,
Jacek Daniluk, Jakub Daniluk, Grzegorz Dymitruk,
Borys Góra, Paweł Grzeszykowski, Arkadiusz
Kusznieruk, Mateusz Nowicki, Adam Paluszkiewicz,
Łukasz Paluszkiewicz, Mariusz Paluszkiewicz,
Krzysztof Szczepaniuk, Jakub Szkoda, Sylwester
Wilczyński, Patryk Grudzień. |
|
foto
(opis
+ powiększenie) |
|
 |
|