wydarzenie

Wiosenny Wyjazd Wszechstronny "Florek" w Gnojnie

termin

28 kwietnia 2007 roku - 2 maja 2007 roku

opis

Można powiedzieć, że w Gnojnie byliśmy już w piątek, lecz tylko po to by zostawić sprzęt (rowery, materace, kuchnię gazową, gaz i kilka innych rzeczy).
Nie ma co ukrywać, że w tym roku przygotowanie było bardzo słabe i atmosfera tuż przed samym wyjazdem była bardzo napięta. Jak zwykle męczyły nas myśli - czy wszystko jest dopilnowane, czy o czymś nie zapomnieliśmy? Jednak po przyjeździe do takiego pięknego miejsca raczej się o wszystkim zapomina.
Tak więc w pełnym składzie w Gnojnie byliśmy o godzinie 10:00 w sobotę, a zaczęliśmy od konkretnego sprzątania pomieszczeń schroniska. W oko wpadło nam nowo wyremontowane pomieszczenie, w którym spożywaliśmy wszystkie posiłki. Jedni zamiatali podłogi, inni rozstawiali namiot, a jeszcze inni przygotowywali się do pracy w kuchni. Po małych przygotowaniach rozpoczął się apel, na którym omówiliśmy sprawy bieżące i przedstawiliśmy aktualny plan na cały dzień, a za pół godziny wyruszyliśmy na zwiad terenowy po okolicach Gnojna. W czasie wycieczki byliśmy na słynnej skarpie. Chwilę potem wracaliśmy do schroniska. Po drodze mieliśmy niespodziewany wypadek, na którym „straciliśmy” jednego z uczestników biwaku. Pod wieczór bawiliśmy się w „łapanie mustangów”, strzelaliśmy z łuków do celu i rozpaliliśmy ognisko, przy którym zostały omówione obrzędy indiańskie. Po kolacji zebraliśmy się w sali by pośpiewać nowe piosenki i przypomnieć sobie stare, które bardzo lubimy. Praktycznie wszystkim bardzo podobały się nowe piosenki.

Rano po śniadaniu udaliśmy się do kościoła, gdzie zostaliśmy bardzo miło przywitani. Niezwykle spodobał nam się sposób w jaki tutejsi mieszkańcy uczestniczyli we mszy świętej, szczególnie głośne śpiewy i modlitwy. Po Eucharystii, na apelu nastąpiło przydzielenie obowiązków wachty kuchennej i służby porządkowej. Po apelu zabraliśmy się za robienie tak zwanej „ścieżki życia”, po której trzeba było przejść boso. Prawdę mówiąc dzisiejszy dzień był bardzo spokojny i brakowało w nim zajęć dla uczestników, a powodem tego była chwilowa nieobecność na biwaku naszego komendanta - druha Krzysztofa. Ściemniało się już, więc zaczęliśmy rozpalać indiańskie ognisko, na które chłopaki przygotowali małe przedstawienie. Jak zwykle po kolacji odbyło się podsumowanie dnia, a chwilę później śpiewogranie.
Kolejny dzień zaczął się jak co dzień od solidnej rozgrzewki, jego atrakcją był wyjazd do stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim. Tam miło spędzaliśmy czas karmiąc konie biegające w zagrodach. Bawiło nas to, w jaki sposób zjadały nam trawę z ręki, głaskając zewnętrzną stronę dłoni swoimi końskimi wargami. Przed obiadem trochę pośpiewaliśmy uzupełniając niedosyt jaki pozostał w nas po wieczornym śpiewaniu. Godzinę po obiedzie wyruszyliśmy w teren, odbyła się pierwsza gra terenowa „złodziej mlecza”. Tam naszym zadaniem było odgadnąć, która z postaci jest złodziejem mlecza, okazał się, że jest nim kowboj. Został on złapany i przywiązany do drzewa w celu wykorzystania go w rytualnym złożeniu ofiary przy nocnym ognisku. I rzeczywiście tak się stało. Najpierw odcięto mu wielkim toporem małą głowę, a potem zatańczono przy jego ciele i pochowano „resztki”. Oczywiście wszystko było bardziej sztucznym pokazem, a nie prawdziwą indiańską rzeźnią. Tego dnia podsumowanie odbyło się przy cieple indiańskiego ogniska, a że było już późno poszliśmy szybko spać.
Wtorkowa pogoda niestety nie sprzyjała wycieczkom rowerowym, toteż wybraliśmy się na wycieczkę pieszą brzegiem Bugu. Podziwialiśmy przyrodę Parku Krajobrazowego z bliska, mogliśmy bezpośrednio poznać co kryje w sobie piękno tutejszej przyrody. Mimo, iż nie mięliśmy rowerów wyprawa bardzo nam się podobała. Po powrocie zjedliśmy obiad, który jak zwykle z powodu niezwykle ciekawych i przewlekających się rozmów trwał bardzo długo. Zaraz po nim odbył się pełen zabawy i uśmiechów mecz piłki nożnej. Koło godziny osiemnastej wyszliśmy na grę fabularną , która polegała na odnalezieniu zagubionego echa. W nocy jeszcze raz wyszliśmy na grę, aby uwolnić błąkającą się duszę kowboja. Nasi Indianie użyli do tego celu „kamieni wolności”, które otrzymali na poprzedniej grze. Mniej więcej w ten sposób zakończyła się fabuła gry.
Środa - dzień zakończenia biwaku i rozjazdu do domów. Już powoli rozmywa się utarty w tym miejscu klimat. Trzeba niestety powoli wyjeżdżać. Rano spakowaliśmy plecaki i zwinęliśmy materace, a po śniadaniu wyjechaliśmy do Serpelic na kolejna rowerową wycieczkę pozwiedzać piękne okolice i miejsca. Po powrocie mieliśmy trochę wolnego czasu na dokończenie porządków i wspólne rozmowy. Po apelu dokończyliśmy pakowanie, oddaliśmy klucze do schroniska i wyjechaliśmy do domu.

foto (opis + powiększenie)

Opis: Łukasz Paluszkiewicz (3 maja 2007 roku)

Foto: Krzysztof Szczepaniuk

<<poprzednia

wydarzenia 2007

następna>>