wydarzenie

Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej

termin

30 lipca 2006 roku - 14 sierpnia 2006 roku

opis

Już po raz trzeci w historii Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej dostaliśmy zaproszenie na czternastodniowy Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w czeskich Lukavicach. Długa i mozolna podróż pociągiem opłacała się w 100%. Gdy dotarliśmy na miejsce niebo było bezchmurne i pełne słońca. Zapach pysznego obiadu unosił się w powietrzu. Zapowiadała się świetna pogoda. Dwa pierwsze dni to czas na poznanie fabuły obozu i zapoznanie się z Czechami. Tego dnia nastąpił także podział na grupy. Liczyły one po 12 osób. W każdej grupie było minimalnie dwóch Polaków. Reszta to mili Czesi i weseli Słowacy. Grupy miały na celu integrację tych trzech państw słowiańskich. Po dwóch dniach zapoznawania się z czeskim klimatem przyszedł czas na pracę w grupach. Pierwszym zadaniem było wybudowanie szałasu w lesie. Do wykonania tej pracy były nam potrzebne piły, siekierki i noże. Wszyscy ochoczo zabrali się do pracy. Do obiadu konstrukcja szałasu była już gotowa. Po obiedzie zaprzyjaźnieni Czesi wytłumaczyli nam fabułę. W tym roku bawiliśmy się w koczowników. Szałasy miały być naszymi tymczasowymi mieszkaniami, dlatego po południu poszliśmy kończyć ich budowę. Rąbaliśmy drewno, ścinaliśmy gałęzie i odpowiednio ustawialiśmy na konstrukcji szałasu. Wieczorem zmęczeni i głodni wróciliśmy na pyszną i pożywną kolację. Następnego pełnego wrażeń dnia po śniadaniu udaliśmy się na łąkę mieszczącą się po drugiej stronie strumyka. Odbyły się tam ćwiczenia pożarnicze. Wszystkie grupy chciały uzyskać dobry czas. Po obiedzie udaliśmy się do szałasów. Tam niestety po chwili złapał nas deszcz, więc szybko uciekliśmy do obozu. Wypiliśmy gorąca herbatę i śpiewaliśmy piosenki w namiotach. Nikt z nas nie spodziewał się, że ten deszcz będzie początkiem fatalnej pogody. Cały następny dzień padało. Wolny czas wypełnialiśmy rozmowami i śpiewaniem naszych ulubionych piosenek. Tak padało do niedzieli. Przez te pięć dni czas spędzaliśmy na oglądaniu czeskich filmów, śpiewaniu czeskich piosenek, pokazach sprzętu pożarniczego przez czeskich strażaków, krótkich marszobiegach po obozie polegających na wykonaniu zadań u instruktorów. Między innymi było to strzelanie z wiatrówki, węzły (np. na prądownicy), rozmowa i odpowiadanie na pytania pielęgniarki, rozpoznawanie znaków pożarniczych i topograficznych oraz krótki wykład o wspinaczce z liną. Były, też pytania typowo pożarnicze. Oczywiście dla nikogo nie sprawiały problemu mimo bariery językowej. Niedziela zapowiadała się wspaniale. Była piękna pogoda. Druh Krzysztof zaproponował wycieczkę w Góry Orlickie. Celem wyprawy była Wielka Destna - najwyższy szczyt Gór Orlickich. Gdy tylko wyszliśmy niebo zaczęło się niemiłosiernie chmurzyć. W połowie drogi zaczęło kropić, ale to nas nie przestraszyło, gdyż szliśmy dalej. Gdy byliśmy już o dwie i pół godziny drogi przed Wielką Destną zaczęło lać jak z cebra. Po krótkim zastanowieniu padła decyzja, że wracamy z powrotem do obozu. Droga powrotna dość szybko minęła. Po drodze zatrzymaliśmy się w budce na pobliskiej łące. Przeczekaliśmy tam najgorszy deszcz, przemoczeni do suchej nitki szybko wróciliśmy do obozu. Akurat załapaliśmy się na krótki kurs samoobrony. Czescy żołnierze pokazywali różne ciekawe techniki walki. Po obiedzie oglądaliśmy film i śpiewaliśmy. Późnym wieczorem poszliśmy na spotkanie z wcześniej już zaprzyjaźnionym duchem. Mówił nam on o jutrzejszych planach. Czasami nas chwalił, ostrzegał i mówił jak mamy postępować w danej sytuacji. Poniedziałek był bezchmurny. Rano były ćwiczenia pożarnicze. Wszystkie grupy miały coraz lepsze czasy. Po tych zawodach był czas wolny. Po obiedzie rozpoczął się turniej piłki siatkowej. Każdy oddział chciał zwyciężyć ten turniej. Rywalizacja była zdrowa i wszyscy się świetnie bawili. Tak minął ten dzień. Następnego dnia po śniadaniu udaliśmy się do naszych szałasów. Naszym zadaniem było rozpalenie ogniska oraz ugotowanie na nim herbaty. To zadanie było bardzo trudne, ponieważ wszystkie gałęzie drzew były mokre, ale do pomocy został nam papier i zapałki. Gdy wreszcie rozpaliliśmy ognisko postawiliśmy herbatę na ogniu. Gdy była już gotowa nikt zbytnio nie chciał jej pić, ale każdy spróbował po łyku. Przed powrotem do obozu wybraliśmy się na krótki spacer po lesie. Gdy zjedliśmy jak zawsze smaczny obiad i dokończyliśmy turniej w siatkówkę zabraliśmy się za śpiewanie. Wieczorem spotkaliśmy się na wspólnym ognisku. Każdy oddział śpiewał swoja piosenkę. My, Polacy także śpiewaliśmy piosenki, tylko, że w swoim języku. Następnie zjedliśmy kiełbaski przygotowane w cieple ogniska, były bardzo smaczne. Po tej późnej kolacji poszliśmy spać. Rano po śniadaniu mieliśmy zrobić sobie bronie: miecze, łuki, oszczepy i noże. Po obiedzie tak wyposażeni ruszyliśmy w trzyosobowych grupach na wyprawę. Podczas tej wędrówki musieliśmy wykazać się sprytem i pokazać, że umiemy się bawić. Zadania na tej grze były bardzo ciekawe i pomysłowe np. poznawanie zwierząt po ich śladach, rzut oszczepem, nożem, kamieniami i strzał z łuku do celu. Najtrudniejszym zadaniem był rzut kamieniami przywiązanymi do linki - należało tak trafić w drzewo, żeby linki zakręciły się wokół drzewa. Za każde zadanie były liczone punkty. Wieczorem odbył się apel zakończeniowy, organizatorzy obozu podziękowali nam za aktywność i dobrą zabawę oraz podsumowali te czternaście dni. Były torty, czekolady i dyplomy, następnie grupowe zdjęcia i ostatnie pożegnania przed końcem obozu. Nazajutrz po śniadaniu wyruszyliśmy do położonego nieopodal Lukavic Rychnowa. Drogę przebyliśmy w czasie ok. półtorej godziny. Podczas tej wyprawy dzieliliśmy się wrażeniami z obozu i podziwialiśmy nieznane czeskie tereny. Gdy dotarliśmy do centrum Rychnowa (mały, piękny rynek) poszliśmy na lody. Podczas konsumowania lodów Druh opowiadał nam o historii tego małego miasteczka i odpowiadał na nasze pytania. Następnie udaliśmy się do supermarketu, gdzie zrobiliśmy małe zakupy. W drodze powrotnej spotkaliśmy zaprzyjaźnionych strażaków, którzy zawieźli nas do obozu. Trochę spóźniliśmy się na obiad, ale miła kucharka Milca odgrzała nam pyszne jedzonko. Po obiedzie zagraliśmy w piłkę i grę zwaną bombą. Polegała ona na szybkim oddaniu piłki do kolegi, tak żeby on mógł ją szybko rzucić do innego uczestnika gry. Po pełnym przeżyć dniu spakowaliśmy się i poszliśmy spać. Pobudka o szóstej rano i wyjazd samochodem do Doudleby, skąd miał odjechać nasz pociąg do pięknej i zaskakującej kolorami Pragi. W Pradze podzieliliśmy się na dwie grupy jedna poszła z Druhem Krzysztofem, a druga została na dworcu pilnować bagaży. Wycieczka po czeskiej stolicy trwała trzy godziny. Zwiedziliśmy tętniące życiem czeskie stare miasto pełne sklepów, straganów i muzeów. Zobaczyliśmy, też Most Karola - jeden z najpiękniejszych i najstarszych mostów w Europie. Druh opowiadał nam o historii mostu i przytaczał różne ciekawostki. Zwiedziliśmy także tętniącą kolorami i magią Złotą Uliczkę. Kiedyś na Złotej Uliczce mieszkali złotnicy i stąd nazwa tego - moim zdaniem - najpiękniejszego miejsca w Czechach. Obecnie na Złotej Uliczce w kolorowych glinianych domkach można kupić wyroby z drewna, gliny, złota i wiele, wiele innych ciekawych rzeczy. Po powrocie na dworzec szybko pobiegliśmy na peron gdzie wyczekiwaliśmy na pociąg. W drodze powrotnej zwiedziliśmy (już w Polsce) Twierdzę Kłodzką. Podczas spacerowania po twierdzy przewodnik wiele opowiadał o historii i funkcji twierdzy. Zajrzeliśmy, też do pięknego Wrocławia. Tu zwiedziliśmy stary rynek, w którym stare budynki przeplatają się z nowymi. Na rynku były też nowoczesne rzeźby, które zaskakiwały swoim wyglądem. Na koniec wybraliśmy się na zakupy do Galerii Dominikańskiej. Z Wrocławia przejechaliśmy do Poznania. Tam zjedliśmy kolację na dworcu i ucięliśmy sobie krótką drzemkę. Z Poznania bezpośrednio pojechaliśmy do Międzyrzeca. W pociągu dzieliliśmy się przeżyciami i wspomnieniami. Był to czas na podsumowanie Letniego Obozu Młodych Strażaków w Lukavicach. Po długiej i męczącej podróży wróciliśmy do ukochanego Międzyrzeca Podlaskiego.

W obozie uczestniczyli: Jakub Chodźko, Konrad Chwedoruk, Łukasz Czebreszuk, Jacek Daniluk, Jakub Daniluk, Grzegorz Dymitruk, Borys Góra, Arkadiusz Kusznieruk, Mateusz Nowicki, Albert Pióro, Łukasz Paluszkiewicz, Mariusz Paluszkiewicz, Krzysztof Szczepaniuk, Sylwester Wilczyński.

foto (opis + powiększenie)

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - jednym z obozowych zadań było wykonanie przez każdą z naszych grup szałasu w lesie.

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - czescy strażacy prezentowali nam swoje wyposażenie medyczne.

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - ćwiczenia pożarnicze (po czesku) zajmowały dużą część obozowego czasu.

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - na obozie podziwialiśmy także zabytkowy wojskowy sprzęt.

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - zajęcia w grupach odbywały się codziennie.

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - nasza obozowa kucharka Milča uwijała się w niezłej parze, abyśmy mogli zjeść smaczne czeskie jedzonko...

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - przed ogniskiem warto wystrugać odpowiedni kijek, aby upiec kiełbaskę.

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - na jednej z gier terenowych można było sprawdzić swoje umiejętności strzelania z wiatrówki.

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - każdy z obozowiczów, jak na prawdziwy strażacki obóz, miał możliwość polania wody...

06.07.30-06.08.14 - Międzynarodowy Letni Obóz Młodych Strażaków w Lukavicach w Republice Czeskiej - wszyscy uczestnicy obozu na wspólnej fotografii.

Opis: Łukasz Czebreszuk (16 października 2006 roku)

Foto: Łukasz Paluszkiewicz, Krzysztof Szczepaniuk

<<poprzednia

wydarzenia 2006

następna>>