|
Już po raz trzeci w historii Młodzieżowej
Drużyny Pożarniczej dostaliśmy zaproszenie na
czternastodniowy Międzynarodowy Letni Obóz
Młodych Strażaków w czeskich Lukavicach. Długa i
mozolna podróż pociągiem opłacała się w 100%.
Gdy dotarliśmy na miejsce niebo było bezchmurne
i pełne słońca. Zapach pysznego obiadu unosił
się w powietrzu. Zapowiadała się świetna pogoda.
Dwa pierwsze dni to czas na poznanie fabuły
obozu i zapoznanie się z Czechami. Tego dnia
nastąpił także podział na grupy. Liczyły one po
12 osób. W każdej grupie było minimalnie dwóch
Polaków. Reszta to mili Czesi i weseli Słowacy.
Grupy miały na celu integrację tych trzech
państw słowiańskich. Po dwóch dniach zapoznawania
się z czeskim klimatem przyszedł czas na pracę w
grupach. Pierwszym zadaniem było wybudowanie
szałasu w lesie. Do wykonania tej pracy były nam
potrzebne piły, siekierki i noże. Wszyscy
ochoczo zabrali się do pracy. Do obiadu
konstrukcja szałasu była już gotowa. Po obiedzie
zaprzyjaźnieni Czesi wytłumaczyli nam fabułę. W
tym roku bawiliśmy się w koczowników. Szałasy
miały być naszymi tymczasowymi mieszkaniami,
dlatego po południu poszliśmy kończyć ich
budowę. Rąbaliśmy drewno, ścinaliśmy gałęzie i
odpowiednio ustawialiśmy na konstrukcji szałasu.
Wieczorem zmęczeni i głodni wróciliśmy na pyszną
i pożywną kolację. Następnego pełnego wrażeń
dnia po śniadaniu udaliśmy się na łąkę
mieszczącą się po drugiej stronie strumyka.
Odbyły się tam ćwiczenia pożarnicze. Wszystkie
grupy chciały uzyskać dobry czas. Po obiedzie
udaliśmy się do szałasów. Tam niestety po chwili
złapał nas deszcz, więc szybko uciekliśmy do
obozu. Wypiliśmy gorąca herbatę i
śpiewaliśmy piosenki w namiotach. Nikt z nas nie
spodziewał się, że ten deszcz będzie początkiem
fatalnej pogody. Cały następny dzień padało.
Wolny czas wypełnialiśmy rozmowami i śpiewaniem
naszych ulubionych piosenek. Tak padało do
niedzieli. Przez te pięć dni czas spędzaliśmy na
oglądaniu czeskich filmów, śpiewaniu czeskich
piosenek, pokazach sprzętu pożarniczego przez czeskich strażaków, krótkich
marszobiegach po obozie polegających na
wykonaniu zadań u instruktorów. Między innymi
było to strzelanie z wiatrówki, węzły (np. na
prądownicy), rozmowa i odpowiadanie na pytania
pielęgniarki, rozpoznawanie znaków pożarniczych
i topograficznych oraz krótki wykład o
wspinaczce z liną. Były, też pytania typowo
pożarnicze. Oczywiście dla nikogo nie sprawiały
problemu mimo bariery językowej. Niedziela
zapowiadała się wspaniale. Była piękna pogoda.
Druh Krzysztof zaproponował wycieczkę w Góry
Orlickie. Celem wyprawy była Wielka Destna -
najwyższy szczyt Gór Orlickich. Gdy tylko
wyszliśmy niebo zaczęło się niemiłosiernie
chmurzyć. W połowie drogi zaczęło kropić, ale to
nas nie przestraszyło, gdyż szliśmy dalej. Gdy byliśmy
już o dwie i pół godziny drogi przed Wielką Destną zaczęło lać jak
z cebra. Po krótkim
zastanowieniu padła decyzja, że wracamy z
powrotem do obozu. Droga powrotna dość szybko
minęła. Po drodze zatrzymaliśmy się w budce na
pobliskiej łące. Przeczekaliśmy tam najgorszy
deszcz, przemoczeni do suchej nitki szybko
wróciliśmy do obozu. Akurat załapaliśmy się na
krótki kurs samoobrony. Czescy żołnierze
pokazywali różne ciekawe techniki walki. Po
obiedzie oglądaliśmy film i śpiewaliśmy. Późnym
wieczorem poszliśmy na spotkanie z wcześniej już
zaprzyjaźnionym duchem. Mówił nam on o
jutrzejszych planach. Czasami nas chwalił,
ostrzegał i mówił jak mamy postępować w danej
sytuacji. Poniedziałek był bezchmurny. Rano były
ćwiczenia pożarnicze. Wszystkie grupy miały
coraz lepsze czasy. Po tych zawodach był czas
wolny. Po obiedzie rozpoczął się turniej piłki
siatkowej. Każdy oddział chciał zwyciężyć ten
turniej. Rywalizacja była zdrowa i wszyscy się
świetnie bawili. Tak minął ten dzień. Następnego
dnia po śniadaniu udaliśmy się do naszych
szałasów. Naszym zadaniem było rozpalenie ogniska
oraz ugotowanie na nim herbaty. To zadanie było
bardzo trudne, ponieważ wszystkie gałęzie drzew
były mokre, ale do pomocy został nam papier i
zapałki. Gdy wreszcie rozpaliliśmy ognisko
postawiliśmy herbatę na ogniu. Gdy była już
gotowa nikt zbytnio nie chciał jej pić, ale
każdy spróbował po łyku. Przed powrotem do obozu
wybraliśmy się na krótki spacer po lesie. Gdy
zjedliśmy jak zawsze smaczny obiad i
dokończyliśmy turniej w siatkówkę zabraliśmy się
za śpiewanie. Wieczorem spotkaliśmy się na
wspólnym ognisku. Każdy oddział śpiewał swoja
piosenkę. My, Polacy także śpiewaliśmy piosenki, tylko, że w swoim języku.
Następnie zjedliśmy kiełbaski przygotowane w
cieple ogniska, były
bardzo smaczne. Po tej późnej kolacji poszliśmy
spać. Rano po śniadaniu mieliśmy zrobić sobie
bronie: miecze, łuki, oszczepy i noże. Po
obiedzie tak wyposażeni ruszyliśmy w trzyosobowych grupach na wyprawę. Podczas tej
wędrówki musieliśmy wykazać się sprytem i
pokazać, że umiemy się bawić. Zadania na tej
grze były bardzo ciekawe i pomysłowe np.
poznawanie zwierząt po ich śladach, rzut
oszczepem, nożem, kamieniami i strzał z łuku do
celu. Najtrudniejszym zadaniem był rzut
kamieniami przywiązanymi do linki - należało tak
trafić w drzewo, żeby linki zakręciły się wokół
drzewa. Za każde zadanie
były liczone punkty. Wieczorem odbył się apel
zakończeniowy, organizatorzy obozu podziękowali
nam za aktywność i dobrą zabawę oraz podsumowali
te czternaście dni. Były torty, czekolady i
dyplomy, następnie grupowe zdjęcia i ostatnie
pożegnania przed końcem obozu. Nazajutrz po
śniadaniu wyruszyliśmy do położonego nieopodal Lukavic Rychnowa. Drogę
przebyliśmy w czasie ok. półtorej
godziny. Podczas tej wyprawy dzieliliśmy się
wrażeniami z obozu i podziwialiśmy nieznane
czeskie tereny. Gdy dotarliśmy do centrum
Rychnowa (mały, piękny rynek) poszliśmy na lody.
Podczas konsumowania lodów Druh opowiadał nam o
historii tego małego miasteczka i odpowiadał na
nasze pytania. Następnie udaliśmy się do
supermarketu, gdzie zrobiliśmy małe zakupy. W
drodze powrotnej spotkaliśmy zaprzyjaźnionych
strażaków, którzy zawieźli nas do obozu. Trochę
spóźniliśmy się na obiad, ale miła kucharka
Milca odgrzała nam pyszne jedzonko. Po
obiedzie zagraliśmy w piłkę i grę zwaną bombą.
Polegała ona na szybkim oddaniu piłki do kolegi,
tak żeby on mógł ją szybko rzucić do innego
uczestnika gry. Po pełnym przeżyć dniu
spakowaliśmy się i poszliśmy spać. Pobudka o
szóstej rano i wyjazd samochodem do Doudleby,
skąd miał odjechać nasz pociąg do pięknej i
zaskakującej kolorami Pragi. W Pradze
podzieliliśmy się na dwie grupy jedna poszła z
Druhem Krzysztofem, a druga została na dworcu
pilnować bagaży. Wycieczka po czeskiej stolicy
trwała trzy godziny. Zwiedziliśmy tętniące
życiem czeskie stare miasto pełne sklepów,
straganów i muzeów. Zobaczyliśmy, też Most
Karola - jeden z najpiękniejszych i najstarszych
mostów w Europie. Druh opowiadał nam o historii
mostu i przytaczał różne ciekawostki.
Zwiedziliśmy także tętniącą kolorami i magią
Złotą Uliczkę. Kiedyś na Złotej Uliczce
mieszkali złotnicy i stąd nazwa tego - moim
zdaniem - najpiękniejszego miejsca w Czechach.
Obecnie na Złotej Uliczce w kolorowych
glinianych domkach można kupić wyroby z drewna,
gliny, złota i wiele, wiele innych ciekawych
rzeczy. Po powrocie na dworzec szybko
pobiegliśmy na peron gdzie wyczekiwaliśmy na
pociąg. W drodze powrotnej zwiedziliśmy (już w
Polsce) Twierdzę Kłodzką. Podczas spacerowania
po twierdzy przewodnik wiele opowiadał o
historii i funkcji twierdzy. Zajrzeliśmy, też do
pięknego Wrocławia. Tu zwiedziliśmy stary rynek, w którym
stare budynki przeplatają się z nowymi. Na rynku były też nowoczesne
rzeźby, które zaskakiwały swoim wyglądem. Na
koniec wybraliśmy się na zakupy do Galerii
Dominikańskiej. Z Wrocławia przejechaliśmy do
Poznania. Tam zjedliśmy kolację na dworcu i
ucięliśmy sobie krótką drzemkę. Z Poznania
bezpośrednio pojechaliśmy do Międzyrzeca. W
pociągu dzieliliśmy się przeżyciami i
wspomnieniami. Był to czas na podsumowanie
Letniego Obozu Młodych Strażaków w Lukavicach.
Po długiej i męczącej podróży wróciliśmy do
ukochanego Międzyrzeca Podlaskiego.
W obozie uczestniczyli: Jakub Chodźko, Konrad Chwedoruk, Łukasz Czebreszuk,
Jacek Daniluk, Jakub Daniluk, Grzegorz Dymitruk,
Borys Góra, Arkadiusz Kusznieruk, Mateusz
Nowicki, Albert Pióro,
Łukasz Paluszkiewicz, Mariusz Paluszkiewicz, Krzysztof Szczepaniuk, Sylwester Wilczyński. |
|
foto
(opis
+ powiększenie) |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|