wydarzenie

Szkoleniowy obóz płetwonurkowy - Cekcyn (pow. Tuchola)

termin

6 sierpień 2005 roku - 15 sierpień 2005 roku

opis

W dniach od 6 do 15 sierpnia 2005 roku w Cekcynie odbył się szkoleniowy obóz płetwonurkowy organizowany przez Zarząd Główny Związku OSP. Z ramienia OSP „Stołpno” w pierwszym turnusie uczestniczyło trzech młodych strażaków. Do docelowej miejscowości wyruszyliśmy w piątek wieczorem, podróż była ciężka i męcząca, a szczególnie przesiadki i późnowieczorne oczekiwania na pociąg, które np. w Bydgoszczy trwało ok. trzech godzin. W sobotę po godzinie dziewiątej rano byliśmy na miejscu i dalej kierowaliśmy się do strażnicy OSP w Cekcynie (mieliśmy ok. 2 km). Na miejscu zostaliśmy powitani przez naszych instruktorów (Błażeja i Sławka) oraz zakwaterowani. Dostaliśmy całkiem przytulny pokoik nr 124 – siedmioosobowy na drugim piętrze. Zapoznaliśmy się z naszymi nowymi współlokatorami Tomkiem z Działdowa, Tomkiem z Kielc, i braćmi Fabianem i Marcinem z Suwałk. Razem zeszliśmy na dół i odebraliśmy sprzęt płetwonurkowy: jacket i automat. Sprzęt ABC i piankę już każdy posiadał. O godzinie 13 mieliśmy obiad, a po nim spotkanie organizacyjne. Na apelu został nam przedstawiony twardy plan dnia, który realizowany był bez względu na wszelkie przeszkody. Tego dnia nie było zajęć, wolny czas wykorzystaliśmy na odpoczynek po podróży. Niedzielę jak i każdy już następny dzień rozpoczęliśmy pobudką o 7:00 rano, o 7:10 wyruszaliśmy w deszcz czy pogodę na rozpływanie. Na początek 1 km biegu w krótkich spodenkach, bluzie, czapce na głowie i z ręcznikiem na szyi, a potem parę pięćdziesiątek w siedemnastostopniowej wodzie cekcyńskiego jeziora. Zajęcia praktyczne trwały od 9:00 do13:00 (ranne) i od 15:00 do 19:00 (popołudniowe). Od 20:00 do 22:00, a czasami nawet i dłużej trwały zajęcia teoretyczne. Pomiędzy zajęciami jedliśmy posiłki. Do jeziora nie było daleko, ale sprzęt wożono nam na miejsce przyczepką. Niedzielne ranne zajęcia dotyczyły posługiwania się sprzętem podstawowym, kontroli pływalności w skafandrze i pasie balastowym, nurkowania na bezdechu. Na popołudniowych pierwszy raz zszedłem pod wodę z butlą na głębokość 3 metrów (oczywiście z instruktorem). Ćwiczyliśmy wyjęcie i włożenie ustnika automatu pod wodą. Początkowo się trochę obawiałem, ale spodobało mi się. Na zajęciach teoretycznych zostały przeprowadzone wykłady nt. sprzętu i wyposażenia płetwonurka oraz fizyce nurkowania. Następnego dnia poznawaliśmy różne sposoby wejścia do wody i różne sposoby zanurzenia się. Schodziliśmy pod wodę coraz głębiej i tu spotkała mnie mała niespodzianka – nie mogłem „przedmuchać” jednego ucha w celu wyrównania ciśnienia w uchu środkowym, efektem tego było to, iż odczuwałem mały, a czasem większy ból ucha – do końca trwania kursu. Następne nurkowania były OK. Na wykładach dowiedzieliśmy się o fizjologii nurkowania, o urazach i chorobach nurkowych. Po zajęciach odczuwaliśmy małe zmęczenie. Przez cały dzień padało. We wtorek nurkowaliśmy z zatrzymanym oddechem na głębokość 5 metrów. Ćwiczyliśmy opróżnianie maski z wody, oddychanie z partnerem z jednego automatu, kontrolę prędkości wynurzania się. Tego dnia rozmawialiśmy o rodzajach nurkowania nietypowego, a późnym wieczorem uczestniczyliśmy w nurkowaniu nocnym, które wyszło wspaniale. Środa, darowano nam poranne rozpływanie. Na zajęcia ranne zaplanowany był spływ rzeką Brdą, to był najciekawszy moment kursu. Płynęliśmy 75 minut i przebyliśmy ok. 4 kilometrów pod wodą. Na swojej drodze spotykaliśmy różne rzeczy, przeszkody z powalonych drzew, dorodne wodorosty, które plątały się w płetwy (w efekcie jedna uczestniczka straciła płetwę), a w niektórych momentach bardzo szybki prąd rzeki. Woda była bardzo przejrzysta, zdecydowanie bardziej niż w jeziorze. Można było szukać skarbów, choć ja nic nie znalazłem – byli tacy, co wyciągnęli na brzeg składane krzesło wędkarskie, zestaw menażek wojskowych czy jakąś tablicę informacyjną. Na zajęciach popołudniowych mieliśmy najgłębsze nurkowanie, było to oczekiwane 20 metrów. W czwartek uczyliśmy się jak udzielać pierwszej pomocy i jak podejmować czynności ratownicze na powierzchni, poznawaliśmy różne metody holowania i wyciągania poszkodowanego na brzeg z asystą i bez. Kurs bardzo mi się podobał, podobali mi się ludzie, którzy przyjechali z różnych stron Polski i wspaniale potrafili się bawić, a także zorganizowanie i praca instruktorów.

Opis: Rafał Dymitruk (11 września 2005 roku)

     

POPRZEDNIE WYDARZENIE

(strona główna)

NASTĘPNE WYDARZENIE