|
14
sierpnia wspólnie z młodzieżą pożarniczą z powiatu radzyńskiego
wyjechaliśmy na wyżej wymienioną imprezę. Odjazd z Radzynia
Podlaskiego nastąpił po godzinie 22.00, a na miejscu byliśmy około
godziny 09.30. Podróż nie była łatwa, a to z tego względu, że autobus
(autobusik) był niezwykle ciasny, a ludzie wzięli tyle rzeczy ile było
im potrzebnych na całe dwa tygodnie. Chyba jedyną rzeczą, dla której nasz
autobusik został na tę imprezę wynajęty była posiadana przez niego
klimatyzacja. Po zajechaniu na miejsce, a właściwie na ostatni kawałek
drogi, którą nasz autobusik mógł jeszcze przejechać, wyładowaliśmy bagaże i
mówiąc do widzenia naszym kierowcom poszliśmy na miejsce obozu -
pole biwakowe Junáków - Choceň w Lukavici koło Rychnova nad Kněžnou w Czechach, był organizowany przez Ochotniczą Straż Pożarną Doudleby nad Orlicí.
Przez całe dwa tygodnie na terenie naszego obozu bawiliśmy się w strażaków,
którzy swoje działania wykonywali w czasach króla Artura (obóz
posiadał właśnie taką fabułę). Młodzież z naszej Jednostki została
przydzielona do trzech różnych grup razem z Czechami. Ubolewać należy,
że organizatorzy nie pomyśleli o tłumaczu dla Polaków - mimo uciążliwości
potrafiliśmy się jednak dogadać. Kadra obozowa co raz karmiła nas scenkami
z arturowych czasów, szczególnie efektownie wyglądały one w nocy, nad
potokiem. Często uczestniczyliśmy w różnego rodzaju konkursach,
poznając zabawy, w które najczęściej bawi się młodzież czeska.
Niejednokrotnie też działaliśmy wspólnie z Czechami i Słowakami na
grach terenowych (w tym jednej nocnej). Wszystkie obozowe czynności były
punktowane, tak, że na koniec obozu wiedzieliśmy kto był najlepszy.
Pewnego pięknego dnia zabrano nas na całodniową wycieczkę do odległego o ok. 30-40
km zamku w Častolovicach.
Poza zadaniami związanymi z fabułą obozową, nie zapominaliśmy o ćwiczeniach
pożarniczych, kilka razy przyjeżdżali do nas strażacy, aby zaprezentować
nowoczesny sprzęt pożarniczy, była też policja (karabiny i sprzęt do
wykrywania narkotyków), oraz właściciele stadniny koni z koniem
(pokazy). Czeska kuchnia była inna niż nasza i dlatego nie zawsze
wszyscy Polacy zjadali wszystko. Prysznice także były inne niż w Polsce,
ale co niektórym się podobały. Kadra była dobrze przygotowana do pełnionych
obowiązków, większość kadry stanowili naprawdę fajni, przyjaźni ludzie,
czego raczej nie zapomnimy. Obóz skończył się dość szybko i 27 sierpnia
przyszedł czas na pożegnanie i powrót do Polski. W Międzyrzecu byliśmy
chwilę po północy. Dodam, że chcielibyśmy znaleźć się tam za rok... |